czwartek, 9 lipca 2020

Lekcja zawarta w dymkach i obrazkach

Hej!
Dzisiaj mam dla was coś zupełnie innego, mianowicie postaram się przygotować zestaw mang i manhw, które były dla mnie inspiracją lub nauczyły mnie czegoś ważnego. Potraktujcie ten wpis jako special z okazji rocznicy bloga!
Zacznę od w sumie najświeższego tytułu, przeczytałam go zaledwie wczoraj i zaszokował mnie do reszty. Mówię o manhwie "King's Maker", którą bez problemu znajdziecie na Mangago. Nie będę spoilerować wam historii, jednak tamtejszy motyw walki o koronę i zrównanie ze sobą osób o tak różnym statusie społecznym stały się kolejnym filarem mojej nowej BL-ki, o której opowiadałam wam w jednym z poprzednich wpisów. Dodatkowo, manhwa ma cudowną kreskę i dosłownie zachwyca oko dbałością o szczegóły.
Dalej przechodzę do manhuy "Here U Are". Było to jedno z moich pierwszych yaoi, ale przekazało mi coś bardzo ważnego - nie możemy bać się miłości. Nawet jeśli nie dowierzamy, nawet jeśli nie chcemy zaakceptować uczuć drugiej osoby, nie wolno nam bać się kochać i być kochanym. Lekki i przyjemny do czytania format tego komiksu idealnie kontrastuje z jego poważnym przesłaniem. Godne polecenia, naprawdę.
Następnym tytułem, o którym wam opowiem będzie manhwa "Cherry Blossoms After Winter". Niejednokrotnie wracałam do tej historii, jednak dopiero w tym roku zaczęłam zauważać w niej głębszy sens. Jest to przekaz szczególnie dla rodziców i członków rodzin - jeśli wasze dziecko jest homoseksualne, nie zostawiajcie go w tyle. To dalej wasz syn lub córka, nieważne kogo kocha. Nie zabraniam wam martwienia się o waszą pociechę, taka jest w końcu wasza rola. Jednak nie bądźcie nietolerancyjni, bo skoro to miłość, swoją pasywną postawą nie sprawicie dziecku radości.
I zakończę tą listę kultowym tytułem jeśli chodzi o manhuy, mianowicie "Mo Dao Zu Shi". Pomijając fakt, że seria ta nauczyła mnie bardzo wiele o feudalnych Chinach, niosła za sobą cudowne przesłanie, przekazywane nam przez całą serię w postaci głównego bohatera, Wei WuXiana. Możesz stać się zły, może polować na ciebie cały świat, możesz być częścią opowiadać straszących dzieci. Dopóki masz do kogo wracać, o kogo się martwić, kogo chronić, możesz zawrócić. Może nie otrzymasz drugiej szansy po śmierci (jak nasz Wei), ale zawsze masz czas, aby to naprawić.
Wpis jak na mnie całkiem niezły, co? Chciałam zrobić kiedyś podsumowanie, jako że czytam naprawdę wiele mang, manhw itp. i nie zawsze mam okazję opowiedzieć o mojej interpretacji. Mam nadzieję, że miło się wam czytało.

czwartek, 2 lipca 2020

Twoja walka dobiegła końca

Hej!
Dzisiaj mam dla was recenzję jednego z najdłuższych seriali, jakie kiedykolwiek obejrzałam. "The 100" to wyrób Netflixa, który dorobił się już siedmiu sezonów (7 nadal wychodzi, odcinki są emitowane raz w tygodniu w czwartek). Historia osadzona jest w postapokaliptycznej przyszłości, w której Ziemia została zniszczona przez promieniowanie. Jedyny ocalały odłam ludzkości żyje na Arce, statku kosmicznym złożonym z trzynastu stacji. Jednak w kosmosie człowiekowi potrzebny jest tlen, który w tym przypadku jest ograniczony i niemożliwy do uzupełnienia. Rada podejmuje decyzję o zesłaniu na Ziemię stu nastoletnich przestępców, który do tej pory byli więzieni za różne wykroczenia. Ich celem ma być sprawdzenie, czy zielona planeta jest już zdatna do życia. Jednak Ziemia nie jest już miejscem, które niegdyś tak dobrze znali...
Serial obejrzałam z polecenia i przyznam szczerze, że dla osób, które szybko się nudzą, ta produkcja może być problemem. Osobiście nie byłam w stanie po prostu oglądać, było to dla mnie bardziej tło. W międzyczasie zawsze musiałam wykonywać drobniejsze czynności, bo inaczej po prostu czym prędzej wyłączyłabym odtwarzanie. Jednak sam serial pozytywnie mnie zaskoczył, głównie obsadą. Albowiem żaden z aktorów nie był mi wcześniej znany, co rzadko się w moim przypadku zdarza. Nie wpływa to w żaden sposób negatywnie na oglądanie, a rzekłabym nawet, że jest to atut. Nasi bohaterowie są tak oryginalni i nieszablonowi, że obecnie ciężko by mi było przypasować ich do jakiegokolwiek innego uniwersum.
Sama strona techniczna też pozytywnie zaskakuje. Widać elementy niezbędne w nieskobudżetowym serialu, jednak nie mogę narzekać na szatę graficzną - wszystko wygląda bardzo realistycznie, nawet takie drobiazgi jak detale na strojach poszczególnych postaci. Akcja rozwija się gładko, jednak mogę tutaj wymienić jeden minus, mianowicie rozwiązłość naszych bohaterów w momentach kryzysowych. Świat się wali, a oni nadal mają czas na wzruszki i czułe słówka. 
Natomiast muszę pochwalić Netflixa za sprawne tuszowanie pewnego aspektu fabuły, jakim jest śmierć ogromu postaci. Pomimo tego faktu, serial nie wygląda kiczowato a widz, nawet jeśli zwraca uwagę na ten fakt, nie przytłacza go to.
W podsumowaniu mogę jedynie powiedzieć, że serial tak totalnie nie w moich klimatach strasznie dobrze mi siadł. Mamy wakacje, więc zapraszam przed odbiorniki!

czwartek, 18 czerwca 2020

Pogadanki na zmęczenie

Hej!
Dzisiaj, po mojej zeszłotygodniowej nieobecności, przychodzę do was ze (jak to trafnie ujęła jedna z moich stałych czytelniczek) spowiedzią. Po prostu poopowiadam, jak to się u mnie żyje.
Muszę zacząć od tematu egzaminów. Jak część z was wie, usilnie upieram się przy stwierdzeniu, że jestem humanistką i to w tym kierunku powinnam zmierzać. Wątpliwości pojawiły się w środę, na matematyce. Przyznaję szczerze, polski był dla mnie o wiele trudniejszy. Jednak bez wyników za wiele nie wskóram, a papiery do szkół prędzej czy później trzeba złożyć. Pozostaje mi tylko nadzieja, że te lata nauki nie poszły na marne.
Kolejnym, jakże zaskakującym punktem będzie aktualizacja nowości z mojej mangowej półeczki. Z dumą wzbogaciłam się o trzy tytuły yaoi: "Odważ się kochać", "Rodzinka od zaraz" i "W pogoni za słońcem". Każdy z nich to zupełnie inna historia i gatunek, jednak najciężej czytało mi się "pogoń". Poruszanie tematów utraconej rodziny zawsze jest trudne, jednak autor wszedł na zupełnie nowe rejony. Jak dla mnie, to bardzo obciążająca lektura. 
A z innych ciekawszych nowostek, dotarł do mnie siódmy tom "Pokoju w kolorach szczęścia" oraz "Zapiski" autora serii "Tokyo Ghoul". Do tego zaczęłam kupować serię "Służąca przewodnicząca". 
Tutaj przenosimy się na inną półeczkę i trafiamy na dosyć stary już tytuł "W blasku nocy" autorstwa Trish Cook. Książka ta intrygowała mnie po premierze filmu, a kiedy postanowiłam ją wreszcie zakupić, przeczytałam ją w dwie godziny. Tematy śmiertelnych chorób w romansidłach dla nastolatków wywołują wiele kontrowersji, jeśli pisarz nie wie, w jaką grupę społeczną uderza. Jednak ten tytuł zaskoczył mnie wyrysowaną szablonowością, która finalnie okazała się być tak przyjemna, że lektura zaczęła brzmieć jak pamiętnik. Główna bohaterka doskonale wie, na jakie niebezpieczeństwo się naraża. Jednak takie stereotypy jak zamiłowanie do gry na gitarze, nadopiekuńczy tata czy zwariowana przyjaciółka, ukazane z perspektywy osoby obserwującej wszystko z ukrycia totalnie trafiły w dziesiątkę. Bardzo, bardzo polecam.
Strasznie się rozpisałam! Chcę wrócić do regularnych recenzji, jednak o tym pomyślimy w wakacje, kiedy ponownie każdą wolną chwilę spędzę w świecie książek. A nawiązując do tego, zaczęłam tworzyć kolejną własną historię. Pierwszy raz zabieram się za romans tzw. BL (boys love), a w dodatku osadzam wszystko w średniowiecznej fantastyce. Mam w planach stworzenie opowieści, poprzez którą czytelnik poczuje, jak wiele uczuć kotłuje się w naszych bohaterach. Wątpię, że moja historia dotrze do wielu, jednak mam nadzieję, że ci, którzy po nią sięgną, polubią Maou, Aliakseia i Fene równie mocno, co ja.

czwartek, 4 czerwca 2020

Zapraszamy do RFA!

Hej!
Dzisiaj chciałabym pierwszy raz zabrać się do recenzji nie książki, nie filmu, lecz gry! W tym wpisie zabiorę was do świata pełnego intryg, uczuć i marzeń, które zostały przedstawione w produkcji o nazwie "Mystic Messenger"!
Studio Cheritz, odpowiedzialne za to cudo, w roku 2017 przedstawiło całkowicie nową grę z gatunku otome. Wystarczyło poczekać jedynie kilka tygodni, a licznik pobrań już przekroczył milion. Fani zachwycili się grafiką, historią, różnorodnością postaci oraz oprawą muzyczną. Ja sama grałam już kilka lat temu, a gdy w dozie siedzenia w domu złapała mnie bezsenność, postanowiłam wrócić do dawnej miłości.
W grze wcielamy się w dziewczynę, która pewnego dnia otrzymuje dziwną wiadomość z prośbą o pomoc w zwrocie telefonu do właściciela. Kiedy nasza bohaterka zgadza się pójść pod otrzymany od tajemniczego "Unknown" adres, zostajemy dołączeni do prywatnego czatu grupy RFA. "Rika's Fundraising Association" to ukryte stowarzyszenie charytatywne, którego członkami są Yoosung Kim, Jumin Han, Jaehee Kang, Zen (Hyun Ryu), 707 (Saeyoung Choi) oraz V (Jihyun Kim) - każda z tych postaci ma swoją historię, charakter i uczucia. 
To tyle z opisu. Jeśli napisałabym więcej, zaspoilerowałabym rozgrywkę zainteresowanym. W grze mamy do wyboru trzy "warianty": Casual Story (Yoosung, Jaehee, Zen), Deep Story (707, Jumin) oraz Another Story (V, Ray). Naszym głównym zadaniem jest zorganizowanie imprezy charytatywnej oraz zaproszenie jak największej ilości gości. W międzyczasie, rozmawiając z innymi członkami RFA wybieramy swoją Ścieżkę, czyli bohatera, z którym chcemy związać naszą postać. Mamy na to 5 dni.
Moim największym problemem podczas gry były czaty, które pojawiają się o określonych godzinach. Niestety, czasami trzeba na nie odpowiadać bardzo późno w nocy (2, 3 AM) albo wcześnie rano (5, 6 AM). Nadaje to realizmu, jednak jeśli jesteście śpiochami, możecie mieć mały problem z uzyskaniem pełnego scenariusza. Aktualnie najtrudniejszą Ścieżką w grze jest 707's Route (Seven to jedna z moich ulubionych postaci), ponieważ Seven pisze bardzo często w nocy oraz łatwo złapać na niej tzw. bad ending (złe zakończenie, które świadczy o tym, że poprowadziliśmy historię złym trybem). Ścieżki dla początkujących (Yoosung, Jaehee, Zen) są prostsze, jednak równie bogate w świetną fabułę. 
Na końcu dodam jedynie, że moją ulubioną postacią niewątpliwie jest Ray. Ale żeby dowiedzieć się więcej, zapraszam do gry! Jeśli jednak nie lubicie gier, niedawno wypuszczono oryginalną manhwę na podstawie "Mystic Messenger"! Do obu produkcji gorąco zachęcam.

czwartek, 21 maja 2020

Jeden autor, dwa bestsellery

Hej!
Dzisiaj po ogromnej przerwie od tematu literatury młodzieżowej powracam z nową energią, która zebrała się we mnie po ponownym przeczytaniu dwóch genialnych książek autorstwa Johna Greena.
Obie mają swoje filmowe adaptacje, obie stały się bestsellerami i przez pewien czas były na ustach wszystkich książkomaniaków. Mówię o "Papierowych miastach" oraz "Gwiazd naszych wina".
Zacznę od drugiej, starszej i nieco bardziej kultowej pozycji. "The Fault in Our Stars", jak brzmi tytuł oryginału, to historia dwóch skrzywdzonych przez los nastolatków. Hazel nosi ciężar złośliwego raka płuc, a Gus musiał porzucić marzenia o karierze koszykarza ze względu na amputację nogi. Spotykają się pierwszy raz na zajęciach pomagających wyjść z traumy. Jednak to nie te spotkania, a wspólna pasja do książek ich połączyła. Wspólne marzenie o poznaniu pewnego pisarza prowadzi do niezwykle romantycznego wyjazdu do Amsterdamu.
Opis jest dosyć ubogi w jakiekolwiek szczególne informacje, bo chciałam tylko nakreślić zarys fabuły. Historia jest cudowna, a akcja wciąga od pierwszego rozdziału. Pięknie wyreżyserowany film (w rolach głównych Shailene Woodley i Ansel Elgort) jest wisienką na torcie i po skończeniu lektury, bardzo polecam na wieczór. Nie zapomnijcie zabrać chusteczek!
No i przyszedł czas na produkcję numer dwa, mianowicie "Paper Towns", w której przyglądamy się losom przyjaciół z dzieciństwa, Quentina i Margo, których ścieżki rozchodzą się po pójściu do liceum. Dziewczyna to podręcznikowy przykład wolnego ducha - często wymyka się z domu, chodzi gdzie chce i otwarcie wyraża swoje zdanie. Jednak kiedy pewnego dnia znika na dłuższy okres, wszyscy zaczynają się niepokoić, w tym Quentin, który jest doskonale świadomy uczuć do nastolatki. Okazuje się, że Margo zostawiła wskazówki prowadzące do jej lokalizacji, jednak jest tylko jedna osoba, która potrafi je odczytać. Tym kimś, jest właśnie Quentin.
Z tych dwóch powieści, tą przeczytałam pierwszą i bardziej mi się spodobała. Poruszony motyw "papierowych miast", czyli nierealnych, nieistniejących lokacji umieszczanych celowo przez kartografów pokazuje, że każda decyzja podjęta przez naszych bohaterów niesie za sobą podłoże, oparte na głębokich zasadach duchowych. W tym zetknięciu dwóch kompletnie odmiennych charakterów odnajdziemy zarówno komedię, jak i wyciskający łzy dramat. Absolutnie uwielbiam tą historię, dlatego gorąco polecam chociażby obejrzeć film (w rolach głównych Nat Wolff i Cara Delevingne).
Wiem, że o "Papierowych miastach" już kiedyś pisałam. Jednak teraz, czytając to ponownie, byłam w stanie odnaleźć mądrości, których wtedy nie dostrzegałam.

czwartek, 14 maja 2020

Kierunek: Chiny!

Hej!
Dzisiaj chciałabym przywołać temat niezbyt odległy od mang lub anime, bo porozmawiamy sobie o manhuach, czyli chińskich komiksach. Osoby niezaznajomione ze środowiskiem tzw. "otaku" nie widząc różnicy między mangami, manhwami i manhuami, ale różnice są znaczące. Zwłaszcza w imionach!
Oczywiście nie mówię tutaj o konkretnych różnicach w fabule lub kresce, bo to kwestia tylko i wyłącznie autora lub pomysłodawcy. Zarówno w mangach jak i manhuach często pojawiają się prace z gatunków takich jak romanse, yaoi, royal lub historyczne. Jednak aby zachęcić was do zajrzenia na te właśnie twory, przygotowałam sobie dwie kultowe wręcz w tym środowisku książki.
Zacznę od "Mo Dao Zu Shi" z gatunku Xianxia, czyli po angielsku "A Grandfather of Demonic Cultivation", jeśli się nie pomyliłam. Historia ta zasłynęła jako nowelka, później stworzono również manhuę i anime. Fabuła oparta jest o starożytne Chiny, w których złą sławą okrył się Wei WuXian - kultywator znany na całym świecie z okrutnych i demonicznych czynów, jakich dokonał. Po jego śmierci liczne klany odetchnęły z ulgą, jednak radość była przedwczesna. WuXian zostaje siłą przyzwany do ciała młodego nieutalentowanego członka sekty i przypadkiem spotyka swojego dawnego śmiertelnego wroga, który dziwnym trafem, bierze go pod swoje skrzydła.
Trochę zagmatwałam z tym opisem, ale nie chciałam za dużo spolierować, bo historia jest świetna. Jeśli nie jesteście fanami komiksów, możecie sięgnąć po książkę lub anime, tłumaczone na polski przez stronę dracaena.webd.pl.
Przy drugiej propozycji wracamy do współczesności. Manhua o wdzięcznym tytule "Here U Are" to delikatny shounen-ai opowiadający o studenckim życiu dwóch chłopaków - YuYanga i LiHuana, którzy poznają się w niezbyt sprzyjających okolicznościach. Yang otwarcie mówi o swojej orientacji, jednak nigdy nie spodziewałby się, że wpłynie to na jednego z jego hoobae! Ta lekka, oprawiona w cudowną kreskę historia ma już ponad 120 rozdziałów i dalej jest jedną z najpopularniejszych produkcji swojego gatunku. Ogromnie polecam, bardzo odstresowująca i szczera. A w dodatku publikowania regularnie, co sobotę!
No i po krótkiej przerwie skreślam z mojej listy Wyzwania Książkowego 2020 książkę, "która ma 220 stron". Jest to mianowicie light novel uzupełniający do serii Tokyo Ghoul o nazwie "Pustka". Bardzo polecam fanom serii!

czwartek, 7 maja 2020

Jak uporządkować sobie szafę?

Hej!
Dzisiaj na chwilę odbiegamy od formatu, do którego zwykliście przywyknąć. Jestem świadoma tego, że niektórzy są zwyczajnie znudzeni czytaniem tylko wpisów o anime lub książkach, więc dziś coś totalnie innego. Wczoraj pierwszy raz od bardzo dawna zaczęłam porządkować szafę, co zainspirowało mnie do zrobienia wpisu z małym poradnikiem, jak sobie z czymś takim poradzić.
Każdy z was wie, że czasami ciężko jest pozbyć się niektórych ubrań. Bo je lubimy, bo mamy nadzieję, że magicznie zaczną pasować lub zwyczajnie mamy do nich sentyment. Pierwsze pytanie, jakie powinniśmy sobie wtedy zadać, to "czy nosiłem to w ciągu ostatnich 5-6 miesięcy". Jeśli tak, w porządku, zatrzymaj to. Jeśli nie, a ubranie jest w świetnym stanie załóż to na siebie i pomyśl, czy na ciebie pasuje. Jeśli nie, to oddaj je. Po co wyrzucać, skoro nie brakuje w nim guzika i nie jest zniszczone. Komuś innemu zawsze się przyda.
Jeśli jednak pasuje, to zadajemy kolejne pytanie: "czy ubiorę to w ciągu następnych dwóch tygodni". Oczywiście, to zależne jest od typu ubrania. Rzeczy eleganckie zostawię na potem, uznajmy, że jest to dla przykładu bluza lub jeansy. Jeśli planujesz kiedykolwiek to ubrać, nieważne na jaką okazję, w porządku, możesz zostawić. Jeśli nie zamierzasz już tego założyć, oddaj. Niepotrzebnie jest trzymać rzeczy, które będą tylko zalegać i zajmować miejsce.
Tutaj wracamy do ubrań eleganckich. W tym przypadku należy zadać pytanie, czy kiedykolwiek to założysz. Zawsze może zbliżać się okazja jak wesele kogoś z rodziny lub rozmowa o pracę. W tym przypadku należy takie ubranie zostawić. Jednak jeśli nie, to prawdopodobnie jest to twoja suknia ślubna (tak, są takie przypadki) lub zwyczajnie tego nie potrzebujesz. Wtedy powinno się taką rzecz oddać.
Przyznaję, ten opis jest sponsorowany, ale lekko ulepszyłam go o własne doświadczenia. Powinnam dodać jeszcze, że jeśli jakieś ubranie jest pstrokate, lub zwyczajnie wam się nie podoba, ale jest dla przykładu ciepłym polarem lub wygodnymi spodniami, zostawcie to. Przyda się na wyjazd na działkę, do lasu lub jako ciuchy "do znoszenia". Uwierzcie mi, takie rzeczy czasami się przydają.
Jestem strasznie zadowolona, że wreszcie udało mi się uporządkować własny śmietnik, czytaj szafę. Do oddania poszła cała wielka torba tzw. "Ikea", a przy okazji odkryłam kilka serio ładnych rzeczy, o których mi się zapomniało. Macie teraz sporo czasu, a korona wam z głowy nie spadnie, jak raz w życiu posprzątacie. Oczywiście żart z koroną był nieplanowany.