czwartek, 3 września 2020

Koszykówka?

 Hej!

Dzisiaj chciałabym przybliżyć wam pewne ważne dla mnie anime, mianowicie "Kuroko no Basket", czy jak kto woli angielską wersję "Kuroko's Basketball". Jednak zanim przejdę do opisu i recenzji, napomknę tylko o pewnym istotnym wydarzeniu w moim życiu, jakim było rozpoczęcie nauki w szkole średniej. Jak na razie jestem niesamowicie zestresowana i często gubię się na korytarzach, ale z czasem na pewno będzie lepiej. Trzymajcie za mnie kciuki!

No i wracając do naszego głównego tematu, anime opowiada o Kuroko Tetsuyi oraz Kagamim Taidze - dwójce zakochanych w koszykówce licealistów. Chłopcy zaczynając naukę w Liceum Seirin dołączają do tamtejszego klubu koszykarskiego i natychmiast trafiają do pierwszego składu ze względu na swoje niesamowite umiejętności. Ich głównym celem jest zwycięstwo na ogólnokrajowych zawodach Inter-high oraz Winter Cup. "Antagonistą" serii jest drużyna Gimnazjum Teiko, nazwana "Pokoleniem Cudów" lub "Cudowną Generacją". Należał do niej kiedyś Tetsuya.

Jest to kolejna świetna sportówka godna swojego poprzednika, jakim był "Slam Dunk". Kreska nie wyróżnia się niczym szczególnym. Jest ładna, schludna i dopracowana. Elementy meczów wyglądają świetnie, są dynamiczne i wyraźne. Oprawa dźwiękowa jest bezbłędna, zarówno openingi jak i endingi czy OST robią niesamowity klimat i idealnie pasują do serii. Fabuła wciąga, a mecze rozciągające się na kilka odcinków nie nużą. Do tego dochodzi grupa świetnie wykreowanych postaci, których charakterek i postawa zapadają głęboko w pamięć.

Dla mnie jest to seria bardzo sentymentalna, zarówno w swojej oryginalnej, mangowej wersji jak i w animowanej adaptacji. Po obejrzeniu anime czeka na nas jeszcze film "Last Game", który idealnie pożegna nas z tą historią. Moim zdaniem świetna produkcja, na którą warto poświęcić czas.

czwartek, 27 sierpnia 2020

Wkroczmy do świata Wattpada

 Hej!

Dzisiaj zabierzemy się za temat książek z aplikacji Wattpad, ale przed tym muszę was przeprosić za moją niemal zerową aktywność w tegoroczne wakacje. Moje liczne wyjazdy i zwyczajne rozkojarzenia wytrąciły mnie z rytmu i wpisy nie pojawiały się praktycznie w ogóle. Jednak na nowy rok szkolny zaczynam być bardziej zorganizowana i sumienna względem bloga. Obiecuję!

Ale wracając do tematu, jakim są książki na Watt, zamierzam przedstawić trzy główne moim zdaniem zalety, jakimi wyróżniają się produkcje na tej platformie. Zacznijmy więc.

Na początku warto napomnieć, że Wattpad to wielka, międzynarodowa platforma, na której gromadzą się amatorscy pisarze i czytelnicy z całego świata. Dostarcza to nam dużej różnorodności, możliwości pracy na wielu poziomach i w wielu językach. A to wszystko, jest kompletnie za darmo. Za darmo mamy szansę odkrywać schowane gdzieś głęboko talenty osób, które w domu, przed własnym komputerem uwalniają cały swój potencjał i przelewają go na książki.

Dalej przedstawię wam coś, z czym osobiście najbardziej się identyfikuję i co podoba mi się chyba najbardziej. Jak wszyscy wiemy, od pewnego czasu po Wattpadzie krążą łowcy talentów pracujący dla wydawnictw, którzy szukają dopracowanych, oryginalnych opowiadań i wydają je w wersjach papierowych. Pomimo tego, w aplikacji dalej jest mnóstwo twórców niezauważonych ze względu na np. tworzenie fanfików lub zbyt odważnych dzieł na świat wydawniczy, Odkrywanie takich perełek jest niesamowitą przyjemnością, mamy tak naprawdę nieograniczoną ilość tematów i gatunków, na jakie nie trafimy w księgarni. Czytanie książek, które powstały na naszym podwórku, starannych i odważnych, utwierdza mnie w przekonaniu, że nie za każdy "geniusz" trzeba zapłacić.

No i na końcu zwrócę uwagę na społeczność, która na Wattpadzie jest ogromna i często zjednoczona jak żadna inna. Niesamowita jest dla małych twórców, takich jak ja, czytanie szczerych, czasami krytykujących, jednak nadal uprzejmych i przemyślanych komentarzy od internetowych czytelników. Sama także mam możliwość i pełne prawo wyrażania swoich opinii, które mogą zobaczyć wszyscy. Komentarze takie są zazwyczaj napisane przez zwykłych pasjonatów, nie to co książkowe recenzje. Nadaje to im świeżości i oryginalności, a pisarz czuje się doceniony przez spore grono odbiorców.

czwartek, 30 lipca 2020

Recenzje nowostek

Hej!
Dzisiaj chciałabym zaprosić na wpis, do napisania którego naprawdę długo się zbierałam. Mianowicie, zamierzam przedstawić wam krótkie recenzje nowości ze zorganizowanego niedawno Letniego Festiwalu Mangowego, przygotowanego przez sklep Yatta.pl i Wydawnictwo Studio JG. Nie kupiłam wszystkich ośmiu, jednak trzy, które udało mi się dorwać są na tyle interesujące, że zdecydowałam się je wam przedstawić.
Na początek leci długo wyczekiwana przeze mnie BL-ka pt. "Rozmyty zmierzch". Zazwyczaj mangi z tego gatunku, wydawane w Polsce, nie są tak świetne jak te internetowe, jednak ta jednotomówka wyjątkowo mnie zachwyciła. Romans wykreowany między współlokatorami, z których jeden otwarcie mówi o swojej orientacji, a drugi uparcie trzyma się stwierdzenia, że jest heteroseksualny. Jak wiele zamieszania może spowodować między nimi jeden projekt na kółku filmowym? Po przeczytaniu okazuje się, że bardzo wiele. Cała historia jest bardzo lekka i przyjemna, a kreska odstająca od innych jest dla niej idealnym dopełnieniem. Bardzo polecam wszystkim miłośnikom ciekawych romansów.
Drugim tytułem, na którego zakup się zdecydowałam, był "Wielki Strażnik Biblioteki". Niesamowicie zachwyciły mnie w tej produkcji okładka oraz powiększony format, które wyglądają naprawdę imponująca i bardzo zachęcająco. Kreska również jest niczego sobie, a dbałość o szczegóły cieszy oko. Historia chłopaka nietolerowanego przez innych ze względu na swoją pozycję społeczną i wygląd, który cały swój smutek skrywa w każdej z przeczytanych książek. Jego życie odmienia wizyta osób, dla których żadna książka nie jest tajemnicą. Ogółem mogę powiedzieć, że pomimo długiego czekania na rozwój akcji dostajemy od autora niesamowicie dużą ilość informacji do przyswojenia. Pierwszy tom opowiadał nam zaledwie dzieciństwo głównego bohatera, więc w kolejnych spodziewam się o wiele więcej ciekawych zwrotów akcji.
Na koniec zostawiłam sobie tytuł "z jajem", "IM: Wielki kapłan Imhotep". Jak wiecie, komedie to nie mój gatunek, lecz ta przyciągnęła mnie tematyką - starożytny Egipt to nieczęsty element fabuły, zwłaszcza w pochodzących z Japonii mangach. W tej historii, odrzucona przez rówieśników licealistka poznaje zesłanego przez Bogów upadłego kapłana. Brzmi absurdalnie, lecz ten duet na pewno wam się spodoba! Elementy magiczne, często przeplatane widowiskową walką, idealnie łączą się z motywami uczuć i spokojnym, rodzinnym klimatem. Jest to jedna z niewielu komedii, które poza dawką nic niewnoszącego humoru serwuje nam niesamowicie wciągające napięcie.

czwartek, 9 lipca 2020

Lekcja zawarta w dymkach i obrazkach

Hej!
Dzisiaj mam dla was coś zupełnie innego, mianowicie postaram się przygotować zestaw mang i manhw, które były dla mnie inspiracją lub nauczyły mnie czegoś ważnego. Potraktujcie ten wpis jako special z okazji rocznicy bloga!
Zacznę od w sumie najświeższego tytułu, przeczytałam go zaledwie wczoraj i zaszokował mnie do reszty. Mówię o manhwie "King's Maker", którą bez problemu znajdziecie na Mangago. Nie będę spoilerować wam historii, jednak tamtejszy motyw walki o koronę i zrównanie ze sobą osób o tak różnym statusie społecznym stały się kolejnym filarem mojej nowej BL-ki, o której opowiadałam wam w jednym z poprzednich wpisów. Dodatkowo, manhwa ma cudowną kreskę i dosłownie zachwyca oko dbałością o szczegóły.
Dalej przechodzę do manhuy "Here U Are". Było to jedno z moich pierwszych yaoi, ale przekazało mi coś bardzo ważnego - nie możemy bać się miłości. Nawet jeśli nie dowierzamy, nawet jeśli nie chcemy zaakceptować uczuć drugiej osoby, nie wolno nam bać się kochać i być kochanym. Lekki i przyjemny do czytania format tego komiksu idealnie kontrastuje z jego poważnym przesłaniem. Godne polecenia, naprawdę.
Następnym tytułem, o którym wam opowiem będzie manhwa "Cherry Blossoms After Winter". Niejednokrotnie wracałam do tej historii, jednak dopiero w tym roku zaczęłam zauważać w niej głębszy sens. Jest to przekaz szczególnie dla rodziców i członków rodzin - jeśli wasze dziecko jest homoseksualne, nie zostawiajcie go w tyle. To dalej wasz syn lub córka, nieważne kogo kocha. Nie zabraniam wam martwienia się o waszą pociechę, taka jest w końcu wasza rola. Jednak nie bądźcie nietolerancyjni, bo skoro to miłość, swoją pasywną postawą nie sprawicie dziecku radości.
I zakończę tą listę kultowym tytułem jeśli chodzi o manhuy, mianowicie "Mo Dao Zu Shi". Pomijając fakt, że seria ta nauczyła mnie bardzo wiele o feudalnych Chinach, niosła za sobą cudowne przesłanie, przekazywane nam przez całą serię w postaci głównego bohatera, Wei WuXiana. Możesz stać się zły, może polować na ciebie cały świat, możesz być częścią opowiadać straszących dzieci. Dopóki masz do kogo wracać, o kogo się martwić, kogo chronić, możesz zawrócić. Może nie otrzymasz drugiej szansy po śmierci (jak nasz Wei), ale zawsze masz czas, aby to naprawić.
Wpis jak na mnie całkiem niezły, co? Chciałam zrobić kiedyś podsumowanie, jako że czytam naprawdę wiele mang, manhw itp. i nie zawsze mam okazję opowiedzieć o mojej interpretacji. Mam nadzieję, że miło się wam czytało.

czwartek, 2 lipca 2020

Twoja walka dobiegła końca

Hej!
Dzisiaj mam dla was recenzję jednego z najdłuższych seriali, jakie kiedykolwiek obejrzałam. "The 100" to wyrób Netflixa, który dorobił się już siedmiu sezonów (7 nadal wychodzi, odcinki są emitowane raz w tygodniu w czwartek). Historia osadzona jest w postapokaliptycznej przyszłości, w której Ziemia została zniszczona przez promieniowanie. Jedyny ocalały odłam ludzkości żyje na Arce, statku kosmicznym złożonym z trzynastu stacji. Jednak w kosmosie człowiekowi potrzebny jest tlen, który w tym przypadku jest ograniczony i niemożliwy do uzupełnienia. Rada podejmuje decyzję o zesłaniu na Ziemię stu nastoletnich przestępców, który do tej pory byli więzieni za różne wykroczenia. Ich celem ma być sprawdzenie, czy zielona planeta jest już zdatna do życia. Jednak Ziemia nie jest już miejscem, które niegdyś tak dobrze znali...
Serial obejrzałam z polecenia i przyznam szczerze, że dla osób, które szybko się nudzą, ta produkcja może być problemem. Osobiście nie byłam w stanie po prostu oglądać, było to dla mnie bardziej tło. W międzyczasie zawsze musiałam wykonywać drobniejsze czynności, bo inaczej po prostu czym prędzej wyłączyłabym odtwarzanie. Jednak sam serial pozytywnie mnie zaskoczył, głównie obsadą. Albowiem żaden z aktorów nie był mi wcześniej znany, co rzadko się w moim przypadku zdarza. Nie wpływa to w żaden sposób negatywnie na oglądanie, a rzekłabym nawet, że jest to atut. Nasi bohaterowie są tak oryginalni i nieszablonowi, że obecnie ciężko by mi było przypasować ich do jakiegokolwiek innego uniwersum.
Sama strona techniczna też pozytywnie zaskakuje. Widać elementy niezbędne w nieskobudżetowym serialu, jednak nie mogę narzekać na szatę graficzną - wszystko wygląda bardzo realistycznie, nawet takie drobiazgi jak detale na strojach poszczególnych postaci. Akcja rozwija się gładko, jednak mogę tutaj wymienić jeden minus, mianowicie rozwiązłość naszych bohaterów w momentach kryzysowych. Świat się wali, a oni nadal mają czas na wzruszki i czułe słówka. 
Natomiast muszę pochwalić Netflixa za sprawne tuszowanie pewnego aspektu fabuły, jakim jest śmierć ogromu postaci. Pomimo tego faktu, serial nie wygląda kiczowato a widz, nawet jeśli zwraca uwagę na ten fakt, nie przytłacza go to.
W podsumowaniu mogę jedynie powiedzieć, że serial tak totalnie nie w moich klimatach strasznie dobrze mi siadł. Mamy wakacje, więc zapraszam przed odbiorniki!

czwartek, 18 czerwca 2020

Pogadanki na zmęczenie

Hej!
Dzisiaj, po mojej zeszłotygodniowej nieobecności, przychodzę do was ze (jak to trafnie ujęła jedna z moich stałych czytelniczek) spowiedzią. Po prostu poopowiadam, jak to się u mnie żyje.
Muszę zacząć od tematu egzaminów. Jak część z was wie, usilnie upieram się przy stwierdzeniu, że jestem humanistką i to w tym kierunku powinnam zmierzać. Wątpliwości pojawiły się w środę, na matematyce. Przyznaję szczerze, polski był dla mnie o wiele trudniejszy. Jednak bez wyników za wiele nie wskóram, a papiery do szkół prędzej czy później trzeba złożyć. Pozostaje mi tylko nadzieja, że te lata nauki nie poszły na marne.
Kolejnym, jakże zaskakującym punktem będzie aktualizacja nowości z mojej mangowej półeczki. Z dumą wzbogaciłam się o trzy tytuły yaoi: "Odważ się kochać", "Rodzinka od zaraz" i "W pogoni za słońcem". Każdy z nich to zupełnie inna historia i gatunek, jednak najciężej czytało mi się "pogoń". Poruszanie tematów utraconej rodziny zawsze jest trudne, jednak autor wszedł na zupełnie nowe rejony. Jak dla mnie, to bardzo obciążająca lektura. 
A z innych ciekawszych nowostek, dotarł do mnie siódmy tom "Pokoju w kolorach szczęścia" oraz "Zapiski" autora serii "Tokyo Ghoul". Do tego zaczęłam kupować serię "Służąca przewodnicząca". 
Tutaj przenosimy się na inną półeczkę i trafiamy na dosyć stary już tytuł "W blasku nocy" autorstwa Trish Cook. Książka ta intrygowała mnie po premierze filmu, a kiedy postanowiłam ją wreszcie zakupić, przeczytałam ją w dwie godziny. Tematy śmiertelnych chorób w romansidłach dla nastolatków wywołują wiele kontrowersji, jeśli pisarz nie wie, w jaką grupę społeczną uderza. Jednak ten tytuł zaskoczył mnie wyrysowaną szablonowością, która finalnie okazała się być tak przyjemna, że lektura zaczęła brzmieć jak pamiętnik. Główna bohaterka doskonale wie, na jakie niebezpieczeństwo się naraża. Jednak takie stereotypy jak zamiłowanie do gry na gitarze, nadopiekuńczy tata czy zwariowana przyjaciółka, ukazane z perspektywy osoby obserwującej wszystko z ukrycia totalnie trafiły w dziesiątkę. Bardzo, bardzo polecam.
Strasznie się rozpisałam! Chcę wrócić do regularnych recenzji, jednak o tym pomyślimy w wakacje, kiedy ponownie każdą wolną chwilę spędzę w świecie książek. A nawiązując do tego, zaczęłam tworzyć kolejną własną historię. Pierwszy raz zabieram się za romans tzw. BL (boys love), a w dodatku osadzam wszystko w średniowiecznej fantastyce. Mam w planach stworzenie opowieści, poprzez którą czytelnik poczuje, jak wiele uczuć kotłuje się w naszych bohaterach. Wątpię, że moja historia dotrze do wielu, jednak mam nadzieję, że ci, którzy po nią sięgną, polubią Maou, Aliakseia i Fene równie mocno, co ja.

czwartek, 4 czerwca 2020

Zapraszamy do RFA!

Hej!
Dzisiaj chciałabym pierwszy raz zabrać się do recenzji nie książki, nie filmu, lecz gry! W tym wpisie zabiorę was do świata pełnego intryg, uczuć i marzeń, które zostały przedstawione w produkcji o nazwie "Mystic Messenger"!
Studio Cheritz, odpowiedzialne za to cudo, w roku 2017 przedstawiło całkowicie nową grę z gatunku otome. Wystarczyło poczekać jedynie kilka tygodni, a licznik pobrań już przekroczył milion. Fani zachwycili się grafiką, historią, różnorodnością postaci oraz oprawą muzyczną. Ja sama grałam już kilka lat temu, a gdy w dozie siedzenia w domu złapała mnie bezsenność, postanowiłam wrócić do dawnej miłości.
W grze wcielamy się w dziewczynę, która pewnego dnia otrzymuje dziwną wiadomość z prośbą o pomoc w zwrocie telefonu do właściciela. Kiedy nasza bohaterka zgadza się pójść pod otrzymany od tajemniczego "Unknown" adres, zostajemy dołączeni do prywatnego czatu grupy RFA. "Rika's Fundraising Association" to ukryte stowarzyszenie charytatywne, którego członkami są Yoosung Kim, Jumin Han, Jaehee Kang, Zen (Hyun Ryu), 707 (Saeyoung Choi) oraz V (Jihyun Kim) - każda z tych postaci ma swoją historię, charakter i uczucia. 
To tyle z opisu. Jeśli napisałabym więcej, zaspoilerowałabym rozgrywkę zainteresowanym. W grze mamy do wyboru trzy "warianty": Casual Story (Yoosung, Jaehee, Zen), Deep Story (707, Jumin) oraz Another Story (V, Ray). Naszym głównym zadaniem jest zorganizowanie imprezy charytatywnej oraz zaproszenie jak największej ilości gości. W międzyczasie, rozmawiając z innymi członkami RFA wybieramy swoją Ścieżkę, czyli bohatera, z którym chcemy związać naszą postać. Mamy na to 5 dni.
Moim największym problemem podczas gry były czaty, które pojawiają się o określonych godzinach. Niestety, czasami trzeba na nie odpowiadać bardzo późno w nocy (2, 3 AM) albo wcześnie rano (5, 6 AM). Nadaje to realizmu, jednak jeśli jesteście śpiochami, możecie mieć mały problem z uzyskaniem pełnego scenariusza. Aktualnie najtrudniejszą Ścieżką w grze jest 707's Route (Seven to jedna z moich ulubionych postaci), ponieważ Seven pisze bardzo często w nocy oraz łatwo złapać na niej tzw. bad ending (złe zakończenie, które świadczy o tym, że poprowadziliśmy historię złym trybem). Ścieżki dla początkujących (Yoosung, Jaehee, Zen) są prostsze, jednak równie bogate w świetną fabułę. 
Na końcu dodam jedynie, że moją ulubioną postacią niewątpliwie jest Ray. Ale żeby dowiedzieć się więcej, zapraszam do gry! Jeśli jednak nie lubicie gier, niedawno wypuszczono oryginalną manhwę na podstawie "Mystic Messenger"! Do obu produkcji gorąco zachęcam.